nalega, powiem, co o panu sądzę. Uważam, że bardzo pan cier-

- Słodki Jezu - szepnął, a ona pociągnęła rozporek.
- Skoro uwa¿asz, ¿e to dobry pomysł.
ostrze¿enia.
Wez sie w garsc, Marla. Ju¿! Nie wolno ci teraz tracic
Och Boże, gdzie to jest? Zrobiła dwa kroki, wpadła na biurko i zaklęła pod nosem.
znajomego, jakieś od dawna zagrzebane wspomnienie, które przebijało się na powierzchnię, ale, tak jak jej własne
- Oczywiscie. - Rozjasniła sie Carmen. - To akurat wiem.
- Zdaje sie, ¿e postawiłas na swoim - stwierdził Nick,
kryły sie mroczne tajemnice. - A jesli chodzi o samochód, to
- Tak mi powiedziano.
dezaprobata na kieliszek z resztka wina, ale na tym zakonczyła
Ugryzł kolejną oliwkę.
Carmen, ¿eby przyniosła ci herbate, dzbanek wody i twoje
znowu sie czuc jak istota ludzka.

Odparł, że wyjeżdża w środę. To oznaczało, że ma przed sobą

- Chyba tak. - Patrzył na nią uważnie przez ciemne okulary. Jego podbródek był wciąż mocno zarysowany - i
- Pewnie gdzies tam. - Wskazał dłonia jej sypialnie.
Przy ścianie z tyłu stała starodawna lodówka, w której mroziły się puszki z colą i piwem. Katrina wyjęła puszkę

rzeczywistoscia. Upierał sie, ¿e Marla nie jest jego córka, ¿e

- Co takiego? - wrzasnęła Clemency. - Jeśli uważa mnie pan za wulgarną pannę polującą na pieniądze i tytuł jestem zdziwiona, że nie zostawił mnie pan na łasce swojego przyjaciela Baverstocka. Jedyne, co mi można zarzucić, tal że w bardzo trudnej sytuacji osobistej - której pan najwyraźniej nie dostrzega - użyłam cudzego nazwiska. I za to zostałam osądzona, znieważona i skazana.
- Z przyjaciółką? - Chop roześmiał się gardłowo. - Ja mam jakieś przyjaciółki?
My go tylko wynajmujemy.

byłych narzeczonych oskar¿yła go o przemoc, ale sprawa nie

zasadami - powiedział Jake. - A moim zdaniem Gretchen raczej je omija.
dżinsy i dopasowaną, czarną koszulkę.
- Nadal się boisz, że pomogę jej uciec? - Podeszła do drzwi. Stanęła przy nich i odwróciła się do Santosa. – Nie ufasz mi. Oskarżasz, że nie mam do ciebie zaufania, że nigdy go nie miałam. Tymczasem mam go na tyle, żeby cię kochać. To nie ja, ale ty podkreślałeś różnice, które nas dzielą. Cały czas mnie osądzałeś, twierdziłeś, że opływam w bogactwa, że jestem zepsuta, zajęta wyłącznie sobą. Że nie potrafię kochać... - Uniosła głowę. - Ale to ty uznałeś, że nie zasługujesz na moje uczucia. - Z trzaskiem otworzyła drzwi. - Teraz widzę, że nigdy w nas nie wierzyłeś. Nigdy mi nie ufałeś i nadal nie ufasz. Tylko że teraz nie mam czasu, żeby się tym przejmować. Jadę, Santos. Sama.